~Willow
Blog o tym, co by było gdyby Peeta i Katniss nie trafili na arenę Ćwierćwiecza, ponieważ Kapitol przygotował by inną "atrakcję".
piątek, 18 lipca 2014
Dekl z Willow
Ale ze mnie dekl! Dopiero dziś zauważyłam, że kliknęłam opublikuj zamiast zapisz, i dlatego jest taki krótki. Okey, za niedługo będzie nowy rozdział.
środa, 16 lipca 2014
Ankieta na temat bloga.
Jak tytuł notki wskazuje, zrobiłam ankietę, bo Invi mnie o to prosiła, a ona to leń patentowany, ale tego nie opatentowała i nie mogła zrobić tej ankiety, choć od dobrych dwóch tygodni zbierała do tego tyłek, ale to, że ma w nim lenia, to temat na kiedy indziej.
Wiecie, trzeba się podlizać "szefowej".
Więc ankieta jest TUTAJ WIĘC KLIKNIJ W TO FIOLETOWE CUŚ. Mam nadzieję, że ktoś to wypełni, bo wiecie, to jest sprawa dla mnie i Invi ważna, a miło byłoby wiedzieć, że nie harowałam za Invi na darmo.
Wiecie, trzeba się podlizać "szefowej".
Więc ankieta jest TUTAJ WIĘC KLIKNIJ W TO FIOLETOWE CUŚ. Mam nadzieję, że ktoś to wypełni, bo wiecie, to jest sprawa dla mnie i Invi ważna, a miło byłoby wiedzieć, że nie harowałam za Invi na darmo.
~Willow
23:
Nie mogę uwierzyć; za chwilę wejdę na salę w której odbywają się śluby w Pałacu Sprawiedliwości. Pałac Sprawiedliwości i plac położony przed nim kojarzyły mi się jedynie ze złem; wylosowaniem Prim, wylosowaniem Peety, pożegnaniem z najbliższymi i mogłabym wymieniać w nieskończoność chociażby moje koszmary, w których estrada tego budynku przebijała się wielokrotnie, dziś natomiast po raz pierwszy chyba, będę w tym miejscu szczęśliwa.
Haymitch prowadzi mnie do Pałacu za rękę. Spełnia role mojego przedwcześnie zmarłego ojca.
Prim i Effie zostały moimi druhnami, obie, jak to na druhny przystało, są ubrane podobnie; mają czerwone sukienki, rozkloszowane, granatowe podkolanówki i białe opaski na włosy.
Wchodzę na salę, jest udekorowana czerwonymi kwiatami, tymi samymi co mam w bukiecie.
Peeta w prostym, czarnym garniturze lekko rozchyla usta, widząc mnie, zapewne prezentuje się nieźle.
Haymitch prowadzi mnie do Pałacu za rękę. Spełnia role mojego przedwcześnie zmarłego ojca.
Prim i Effie zostały moimi druhnami, obie, jak to na druhny przystało, są ubrane podobnie; mają czerwone sukienki, rozkloszowane, granatowe podkolanówki i białe opaski na włosy.
Wchodzę na salę, jest udekorowana czerwonymi kwiatami, tymi samymi co mam w bukiecie.
Peeta w prostym, czarnym garniturze lekko rozchyla usta, widząc mnie, zapewne prezentuje się nieźle.
poniedziałek, 14 lipca 2014
22: Irysy są bardzo ciekawe.
Budzi nas pukanie do drzwi wejściowych. Wstajemy z kanapy, a Peeta idzie otworzyć, ja idę za nim, jestem ciekawa kto to. Peeta przekręca zasuwkę i otwiera drzwi.
- Siema, brat. - Mówi najstarszy brat Peety, obok niego stoi chłopak starszy od Peety, ale młodszy od tego, kto się przed chwilą wypowiedział.
- Cześć.
- Matka się chlapnęła wczoraj. No to gratulacje. - Młodszy chłopak obejmuje nas i robi grupowy uścisk.
- Ale jaka wkurzona była matka, no mówię ci, para z uszu i gęba jak burak! Od waszej ostatniej wizyty, jak buldog, a wczoraj się wygadała, a wcześniej to nawet ojcu nie powiedziała.
- Może byście weszli?
- Przydałoby się. - Przytakuje starszy. Gdzieś, nie pamiętam gdzie, ale słyszałam, że ma na imię Mark, a ten młodszy Lee. Wszyscy st
- Chcecie kawy? - Pytam, ale nie robię tego z uprzejmości, sama chętnie się napiję. Skutek jest taki, że mam do zrobienia cztery kawy. Całe rodzeństwo siada na kanapie na której zostaje jedno miejsce.
W końcu na stoliku lądują cztery filiżanki, a ja siadam na wolnym miejscu obok Peety.
- Ciekawe kiedy będzie miała. - Mark wskazuje na mnie głową.
- Że niby co? - Pytam się.
- Początki wkurwicy macicy, bratowa. - Odpowiada spokojnie.
- Co? - Minę mam jakby Mark właśnie powiedział "Zgubiłem stalową czapkę w różowo-karmazynowo-fioletowe misie, bo śnieg pada łamane przez pięć chromowane stalą rdzewną, ale jednak nierdzewną."
- Normalnie. - Mówi znudzonym tonem, jakby wkurwica macicy była czymś zrozumiałym dla każdego. - Wkurwica macicy, przypadłość babsk w ciąży. Stają się opryskliwe, wredne, chamskie i opryskliwe. A przede wszystkim MARUDZĄ!
- Ja nie marudzę. - Po tych słowach trzy niebieskie pary oczu wpatrują się we mnie z powątpiewaniem. - Ej, ja tylko czasem informuję, że rzeczywistość nie spełnia moich oczekiwań. To co innego.
- W każdym razie, współczuję ci chłopie. - Patrzy się na Peetę. - Wkurwica macicy to dla ojca okropność, dla brata z resztą też. Ja pamiętam obie wkurwice matki. Ten tu - patrzy na Lee - miał dość łagodną, ale ta cholera - wskazuje głową na swojego najmłodszego brata. - Masakra... Lee ma szczęście, że tego nie pamięta, bo to było kiedy myślał, że gówno to taki masa na tort czekoladowy.
- Ej! - Oburza się Lee i wystrzela łokieć w żebra brata.
- Dobra, zostawmy te gówno i czekoladę. Ale tak w ogóle, jak było? - Pyta nas.
- Co było? - Wyprzedza mnie Peeta, sama chciałam zadać to samo pytanie.
Mark robi facepalma.
- Ale dekl! Pamiętasz jak ci powiedziałem, że rodzice kłamią i dzieci wcale nie rosną na drzewach, jak pomarańcze?
- A ty? Co, niby najstarszy, a dziewczyny nigdy nie miał! - Łokieć Peety wystrzela w żebra brata.
- Ja nie mam!? Ja miałem pierwszy!
- Pierwszy to miał Lee, a ty to dopiero jak dwudziestkę skończyłeś.
- To prawda! - Wtrąca Lee.
- Aj, ty już się zamknij! - Mark strzelił Lee karczycho.
- Cicho bądźcie wszyscy! - Wołam bo mnie denerwują już tym całym gadaniem.
- Widzicie? Już jej się zaczyna!
- Debilizmy... - Mruczę pod nosem.
- Siema, brat. - Mówi najstarszy brat Peety, obok niego stoi chłopak starszy od Peety, ale młodszy od tego, kto się przed chwilą wypowiedział.
- Cześć.
- Matka się chlapnęła wczoraj. No to gratulacje. - Młodszy chłopak obejmuje nas i robi grupowy uścisk.
- Ale jaka wkurzona była matka, no mówię ci, para z uszu i gęba jak burak! Od waszej ostatniej wizyty, jak buldog, a wczoraj się wygadała, a wcześniej to nawet ojcu nie powiedziała.
- Może byście weszli?
- Przydałoby się. - Przytakuje starszy. Gdzieś, nie pamiętam gdzie, ale słyszałam, że ma na imię Mark, a ten młodszy Lee. Wszyscy st
- Chcecie kawy? - Pytam, ale nie robię tego z uprzejmości, sama chętnie się napiję. Skutek jest taki, że mam do zrobienia cztery kawy. Całe rodzeństwo siada na kanapie na której zostaje jedno miejsce.
W końcu na stoliku lądują cztery filiżanki, a ja siadam na wolnym miejscu obok Peety.
- Ciekawe kiedy będzie miała. - Mark wskazuje na mnie głową.
- Że niby co? - Pytam się.
- Początki wkurwicy macicy, bratowa. - Odpowiada spokojnie.
- Co? - Minę mam jakby Mark właśnie powiedział "Zgubiłem stalową czapkę w różowo-karmazynowo-fioletowe misie, bo śnieg pada łamane przez pięć chromowane stalą rdzewną, ale jednak nierdzewną."
- Normalnie. - Mówi znudzonym tonem, jakby wkurwica macicy była czymś zrozumiałym dla każdego. - Wkurwica macicy, przypadłość babsk w ciąży. Stają się opryskliwe, wredne, chamskie i opryskliwe. A przede wszystkim MARUDZĄ!
- Ja nie marudzę. - Po tych słowach trzy niebieskie pary oczu wpatrują się we mnie z powątpiewaniem. - Ej, ja tylko czasem informuję, że rzeczywistość nie spełnia moich oczekiwań. To co innego.
- W każdym razie, współczuję ci chłopie. - Patrzy się na Peetę. - Wkurwica macicy to dla ojca okropność, dla brata z resztą też. Ja pamiętam obie wkurwice matki. Ten tu - patrzy na Lee - miał dość łagodną, ale ta cholera - wskazuje głową na swojego najmłodszego brata. - Masakra... Lee ma szczęście, że tego nie pamięta, bo to było kiedy myślał, że gówno to taki masa na tort czekoladowy.
- Ej! - Oburza się Lee i wystrzela łokieć w żebra brata.
- Dobra, zostawmy te gówno i czekoladę. Ale tak w ogóle, jak było? - Pyta nas.
- Co było? - Wyprzedza mnie Peeta, sama chciałam zadać to samo pytanie.
Mark robi facepalma.
- Ale dekl! Pamiętasz jak ci powiedziałem, że rodzice kłamią i dzieci wcale nie rosną na drzewach, jak pomarańcze?
- A ty? Co, niby najstarszy, a dziewczyny nigdy nie miał! - Łokieć Peety wystrzela w żebra brata.
- Ja nie mam!? Ja miałem pierwszy!
- Pierwszy to miał Lee, a ty to dopiero jak dwudziestkę skończyłeś.
- To prawda! - Wtrąca Lee.
- Aj, ty już się zamknij! - Mark strzelił Lee karczycho.
- Cicho bądźcie wszyscy! - Wołam bo mnie denerwują już tym całym gadaniem.
- Widzicie? Już jej się zaczyna!
- Debilizmy... - Mruczę pod nosem.
***
Nie wiem co tam w świecie, więc włączam telewizor. Jakieś plotki o dziewczynie z Czwórki, która wygrała i jej chłopaku. Nie bardzo mnie to obchodzi. Nagłówek jakiegoś "gorącego" newsa o epileptycznie przeplatających się neonowych kolorach i napis "Najnowsze ploty-loty!". Spikerka o piskliwym głosie i akcencie z Kapitolu mówi:
- Katniss Everdeen w ciąży! Profesor Butt, który leczył Zwyciężczynie w Kapitolu wygadał się.
W sumie mam to gdzieś, że wiedzą, przyzwyczaiłam się, że wiedzą każdą rzecz z mojego życia. Dobra, gdzieś to mam. Zdążyłam się nie dziwić temu, że potrafią się ekscytować nawet tym, że kupiłam irysy. Irysy są cholernie ciekawe, tak, tak.
***
Peeta uważa, że powinnam leżeć, a on opiekować się mną, ja natomiast sądzę, że ciąża to nie choroba i mogę żyć jak normalna osoba.
Peecie już się goją żebra, więc ślub będzie za tydzień.
***
- Katniss, obróć się. - Nakazuje mi Effie a ja to robię.
Stoję w sukni ślubnej, otaczają mnie mama, Prim, Effie, Venia i Octavia. W Dwunastce jest przesąd-żaden mężczyzna nie może zobaczyć panny młodej w sukni przed zaślubinami, więc nie ma tu Cinny.
Suknia jest skromna ale bardzo ładna, bez ramiączek, podkreślająca figurę, ciągnie się trochę podczas chodzenia za mną, ale nie ogranicza chodzenia.
Mama podaje mi bukiet kwiatów polnych, nawet nie wiem jak się nazywają, wiem tyle, że są czerwone.
- Katniss, jesteś gotowa? - Pyta Effie.
- Tak.
- No to idziemy. - Effie otwiera drzwi mojej sypialni.
Więc, jak widzieliście, mamy Willow. Will już wam opisała jak to było, więc nie będę się powtarzać.
Ślubową notkę bazgrnę ja, bo ja się bardziej odnajduje w romansidle, a Invi to taka niezdara w tym temacie, tylko by szczęście rozwalała. Taka z niej tragiczniara.
Suknia jest skromna ale bardzo ładna, bez ramiączek, podkreślająca figurę, ciągnie się trochę podczas chodzenia za mną, ale nie ogranicza chodzenia.
Mama podaje mi bukiet kwiatów polnych, nawet nie wiem jak się nazywają, wiem tyle, że są czerwone.
- Katniss, jesteś gotowa? - Pyta Effie.
- Tak.
- No to idziemy. - Effie otwiera drzwi mojej sypialni.
Więc, jak widzieliście, mamy Willow. Will już wam opisała jak to było, więc nie będę się powtarzać.
Ślubową notkę bazgrnę ja, bo ja się bardziej odnajduje w romansidle, a Invi to taka niezdara w tym temacie, tylko by szczęście rozwalała. Taka z niej tragiczniara.
~Willow
~Invi
niedziela, 13 lipca 2014
OGŁOSZENIA PARAFIALNE!
Dzień dobro-zły! Tutaj nie Invictus, ale Willow i pewnie macie takie cóś:

Już wyjaśniam, otóż na privie zgadałyśmy się z Invictus, i ja od dziś również prowadzę tego bloga. Z jakiego bloga możecie mnie znać? Odpowiedź to z żadnego. Ale opowiem jak to było, że Invi postanowiła mnie wziąć do bloga, bo przecież nie za nic mnie nie wzięła.
Pewnego dnia Invi się nudziło, więc pomyślała: Zadzwonię do tej wariatki, będzie głupawka! No i Invi, jak pomyślała, tak zrobiła. Will przyszła do Invi na nocowanie. Invi pisała notkę na bloga, a matoł Will jej ciągle brzęczał:
- No co ty robisz, przecie te ludki się załamią jak tak napiszesz! - przerwa na bicie łapką w Invi'owy łepek. - Ja już się załamie!
No i tak ciągle, że "Invi źle piszesz! Nie rób tego!" I tak dalej. No to Invi ma wkurwa, bo Invi nie lubi jak jej się mówi co ma robić, no i wtedy mówi, że może poprowadzę z nią tego bloga, jeśli wiem wszystko najlepiej. I Will się godzi. I tak o to, matoł Willow trafiła tutaj.
Mam małe doświadczenie w pisaniu, ale większość moich "Dzieł" siedzi na wysypisku, bo zawsze tylko pisałam w zeszycie, choć wiedziałam jak bloga założyć, to nie miałam śmiałości, by robić to samemu, a z Invi jest lepiej. ;)
Teraz jestem w trakcie wybłagiwania Invi o drugiego jej bloga, życzcie mi powodzenia.
PS. Ktoś mnie ładnie powita?
Już wyjaśniam, otóż na privie zgadałyśmy się z Invictus, i ja od dziś również prowadzę tego bloga. Z jakiego bloga możecie mnie znać? Odpowiedź to z żadnego. Ale opowiem jak to było, że Invi postanowiła mnie wziąć do bloga, bo przecież nie za nic mnie nie wzięła.
Pewnego dnia Invi się nudziło, więc pomyślała: Zadzwonię do tej wariatki, będzie głupawka! No i Invi, jak pomyślała, tak zrobiła. Will przyszła do Invi na nocowanie. Invi pisała notkę na bloga, a matoł Will jej ciągle brzęczał:
- No co ty robisz, przecie te ludki się załamią jak tak napiszesz! - przerwa na bicie łapką w Invi'owy łepek. - Ja już się załamie!
No i tak ciągle, że "Invi źle piszesz! Nie rób tego!" I tak dalej. No to Invi ma wkurwa, bo Invi nie lubi jak jej się mówi co ma robić, no i wtedy mówi, że może poprowadzę z nią tego bloga, jeśli wiem wszystko najlepiej. I Will się godzi. I tak o to, matoł Willow trafiła tutaj.
Mam małe doświadczenie w pisaniu, ale większość moich "Dzieł" siedzi na wysypisku, bo zawsze tylko pisałam w zeszycie, choć wiedziałam jak bloga założyć, to nie miałam śmiałości, by robić to samemu, a z Invi jest lepiej. ;)
Teraz jestem w trakcie wybłagiwania Invi o drugiego jej bloga, życzcie mi powodzenia.
PS. Ktoś mnie ładnie powita?
~Willow
Subskrybuj:
Posty (Atom)