Nie mogę uwierzyć; za chwilę wejdę na salę w której odbywają się śluby w Pałacu Sprawiedliwości. Pałac Sprawiedliwości i plac położony przed nim kojarzyły mi się jedynie ze złem; wylosowaniem Prim, wylosowaniem Peety, pożegnaniem z najbliższymi i mogłabym wymieniać w nieskończoność chociażby moje koszmary, w których estrada tego budynku przebijała się wielokrotnie, dziś natomiast po raz pierwszy chyba, będę w tym miejscu szczęśliwa.
Haymitch prowadzi mnie do Pałacu za rękę. Spełnia role mojego przedwcześnie zmarłego ojca.
Prim i Effie zostały moimi druhnami, obie, jak to na druhny przystało, są ubrane podobnie; mają czerwone sukienki, rozkloszowane, granatowe podkolanówki i białe opaski na włosy.
Wchodzę na salę, jest udekorowana czerwonymi kwiatami, tymi samymi co mam w bukiecie.
Peeta w prostym, czarnym garniturze lekko rozchyla usta, widząc mnie, zapewne prezentuje się nieźle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz