- Peeto, powtarzaj za mną; Ja, Peeta biorę Ciebie Katniss za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że cie nie opuszczę aż do śmierci.
Peeta powtarza.
- Katniss, powtarzaj za mną; Ja, Katniss biorę Ciebie Peetę za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że cie nie opuszczę aż do śmierci.
Zaczynam powtarzać, zacinam się przy ślubuję Ci, emocje biorą górę i łza szczęścia wypływa z moich oczu, ale potem brnę dzielnie przez przysięgę.
- Możecie się pocałować.
Z chęcią wypełniam polecenie urzędnika.
- Teraz kolej podpisania dokumentów.
Biorę długopis w rękę i piszę Katniss... Zacinam się i dokańczam Katniss Mellark. Potem podpisuje Peeta.
Moja matka zaczyna płakać.
***
Śluby w Dwunastce zawsze wywołują dużo zamieszania. Pod Pałacem zawsze jest dużo ciekawskich. Pewien chłopak również jest ciekawski, woła swojego brata:
- Te, patrz! Ślub jakiś! Słyszysz mnie, Gale?
- Słyszę, Vick, ale idź stąd, nie wiemy nawet kto wychodzi za mąż.
- Jak nie wiemy? - Vick wygląda na zaskoconego głupotą własnego brata.
- Normalnie nie wiemy, a jeśli taki z Ciebie erudyta, to powiedz czyj to ślub.
- No ślub Katniss, a czyj, telewizji nie masz?
O cholera jasna - Pomyślał Gale.
Jego mina musiała to wyrażać.
Ten to już kompletnie zwariował. - Pomyślał Vick widząc minę najstarszego z jego rodzeństwa.
Ten to już kompletnie zwariował. - Pomyślał Vick widząc minę najstarszego z jego rodzeństwa.
***
Wychodzimy z Pałacu, idziemy na wesele, tam gdzie odbywa się wesele każdego, kogo na to stać.
Jest tam kominek, w którym pali się tosty.
Zapalam ogień a Peeta dmucha na płomienie, aby się rozprzestrzeniły. Gdy ogień pali się jak należy, kładę kratkę nad ogniem, a Peeta kładzie na niej dwie kromki chleba. Rozpoznaje chleb, to ten, który dał mi, gdy głodowałam. Tosty się pieką, a gdy są gotowe zdejmujemy je z kratki. Ja daje mój tost Peecie, a on swój mi. Gdy biorę pierwszy gryz, czuję się, jak jedenastolatka, czuję smak tamtego chleba.
Chleba który uratował mi życie i zaczął wszystko.
Chleba bez którego nie byłoby mnie tutaj.
Jest tam kominek, w którym pali się tosty.
Zapalam ogień a Peeta dmucha na płomienie, aby się rozprzestrzeniły. Gdy ogień pali się jak należy, kładę kratkę nad ogniem, a Peeta kładzie na niej dwie kromki chleba. Rozpoznaje chleb, to ten, który dał mi, gdy głodowałam. Tosty się pieką, a gdy są gotowe zdejmujemy je z kratki. Ja daje mój tost Peecie, a on swój mi. Gdy biorę pierwszy gryz, czuję się, jak jedenastolatka, czuję smak tamtego chleba.
Chleba który uratował mi życie i zaczął wszystko.
Chleba bez którego nie byłoby mnie tutaj.
Jest trochę po północy. Ciągnie mnie do alkoholu, ale pamiętam by nie robić tego. Parę osób już się spiło, w tym Haymitch, mimo protestów Effie.
Haymitch wszedł na stół i teraz tańczy, próbuje przekonać Effie, aby razem z nim zatańczyła na stole:
- Effciuś, nu chódź! - Alkohol odebrał mu zdolność mówienia.
- Dobrze. - Mówi Effie, albo Effciuś, jak to Haymitch powiedział. - Ale tylko na chwilę! - Uprzedza go, widząc szelmowski uśmiech na jego twarzy.
Haymitch łapie ją za rękę, a ona wchodzi na stół. Łapią się za nadgarstki i kręcą wokół własnej osi. Effie się głośno śmieje. Haymitch nagle spada za stół, nikt nie wie co z nim jest. Każdy patrzy się czy coś mu się nie stało, ale nikt go nie widzi. Dobiega nas śmiech. Haymitch wychodzi zza stołu.
- Więcej nie tańczysz na stole! - Nakazuje Effie.
Odpowiada jej po raz kolejny śmiech Haymitcha.
Rozlega się wolna, romantyczna muzyka, nadająca klimat.
- Mogę pannę prosić? - Pyta się mnie Peeta z czarującym uśmiechem.
- Wiesz, że ja już nie jestem panną? - Odpowiadam pytaniem na pytanie.
- I właśnie to od dziś jest w tobie najlepsze. - W jego oczach pojawia się błysk, który tak bardzo uwielbiam.
Daję się poprowadzić na parkiet i tańczymy coś. Kątem oka widzę jak Effie próbuje przekonać Haymitcha na choć jeden romantyczny taniec. On jednak upiera się, że to bez sensu.
- E man amiaru tańcyc! - Wybełkotał mój mentor.
- No ale Haymi! - Effie zdrobniła imię swojego chłopaka. - No chodź!
- Nre móf na mnie Haymji! Nie przy ludzijach! - Jak zwykle, gdy jest pijany, nie umie mówić jak zwykły człowiek.
Effie się w końcu poddała.
Piosenka się kończy, a zegar wybija czwartą. Myliłam się, myśląc, że jest trochę po północy. Jest grubo po północy, żeby nie powiedzieć, że przesadziłam z tym trochę.
Kątem oka widzę Prim, smacznie śpi na krześle, opierając ramiona na stole i mażąc sobie nos o swoją porcję lodów.
Muzyka zmienia się na energiczną, a zespół grający walnął basem, myślałam, że moja siostra się obudzi, ale ona tylko coś mruknęła i poszła dalej spać.
Podskakuję w rytm muzyki jak dziecko, które usłyszało, że dostanie nagrodę za to. Ale ja już mam nagrodę. Mam Peetę. I taka nagroda mi wystarczy.
Zegar wybija dziewiątą rano. Pora kończyć. Zespół grający już to zauważył, bo wokalista dziękuje wszystkim za dobrą zabawę i składa życzenia szczęścia dla mnie i dla Peety.
Mama budzi Prim, która przez noc umazała sobie jednak nie tylko czubek nosa, jednak i czoło, cały nos i prawy policzek.
- Czy ja zasnęłam w lodzie? - Zapytała Prim, widząc pistacjową masę przed oczami.
Kiwam głową na tak.
- Mniam! - Woła, jedzie palcem po poliku i zlizuje masę z palca.
Idziemy do domu.
Peeta przed drzwiami łapie mnie pod kolana i pod łopatki, podnosi mnie i wnosi przez drzwi. Potem, podnosi mnie wyżej do jego piersi i całuje mnie. Długo mija czasu, zanim mnie puszcza.
- Kocham cię, wiesz?
- Ja bardziej. - Odpowiadam drocząc się z nim słodkim głosem.
- Jesteś taka pewna? - Pyta się całując mnie w sam czubek nosa.
- Jestem. - Odrzekłam.
Podnosi mnie jeszcze raz, ale tym razem niesie mnie do sypialni.
- Wiesz, że nie możemy. - Przypominam mu, ze względu na malucha.
- Effciuś, nu chódź! - Alkohol odebrał mu zdolność mówienia.
- Dobrze. - Mówi Effie, albo Effciuś, jak to Haymitch powiedział. - Ale tylko na chwilę! - Uprzedza go, widząc szelmowski uśmiech na jego twarzy.
Haymitch łapie ją za rękę, a ona wchodzi na stół. Łapią się za nadgarstki i kręcą wokół własnej osi. Effie się głośno śmieje. Haymitch nagle spada za stół, nikt nie wie co z nim jest. Każdy patrzy się czy coś mu się nie stało, ale nikt go nie widzi. Dobiega nas śmiech. Haymitch wychodzi zza stołu.
- Więcej nie tańczysz na stole! - Nakazuje Effie.
Odpowiada jej po raz kolejny śmiech Haymitcha.
Rozlega się wolna, romantyczna muzyka, nadająca klimat.
- Mogę pannę prosić? - Pyta się mnie Peeta z czarującym uśmiechem.
- Wiesz, że ja już nie jestem panną? - Odpowiadam pytaniem na pytanie.
- I właśnie to od dziś jest w tobie najlepsze. - W jego oczach pojawia się błysk, który tak bardzo uwielbiam.
Daję się poprowadzić na parkiet i tańczymy coś. Kątem oka widzę jak Effie próbuje przekonać Haymitcha na choć jeden romantyczny taniec. On jednak upiera się, że to bez sensu.
- E man amiaru tańcyc! - Wybełkotał mój mentor.
- No ale Haymi! - Effie zdrobniła imię swojego chłopaka. - No chodź!
- Nre móf na mnie Haymji! Nie przy ludzijach! - Jak zwykle, gdy jest pijany, nie umie mówić jak zwykły człowiek.
Effie się w końcu poddała.
Piosenka się kończy, a zegar wybija czwartą. Myliłam się, myśląc, że jest trochę po północy. Jest grubo po północy, żeby nie powiedzieć, że przesadziłam z tym trochę.
Kątem oka widzę Prim, smacznie śpi na krześle, opierając ramiona na stole i mażąc sobie nos o swoją porcję lodów.
Muzyka zmienia się na energiczną, a zespół grający walnął basem, myślałam, że moja siostra się obudzi, ale ona tylko coś mruknęła i poszła dalej spać.
Podskakuję w rytm muzyki jak dziecko, które usłyszało, że dostanie nagrodę za to. Ale ja już mam nagrodę. Mam Peetę. I taka nagroda mi wystarczy.
Zegar wybija dziewiątą rano. Pora kończyć. Zespół grający już to zauważył, bo wokalista dziękuje wszystkim za dobrą zabawę i składa życzenia szczęścia dla mnie i dla Peety.
Mama budzi Prim, która przez noc umazała sobie jednak nie tylko czubek nosa, jednak i czoło, cały nos i prawy policzek.
- Czy ja zasnęłam w lodzie? - Zapytała Prim, widząc pistacjową masę przed oczami.
Kiwam głową na tak.
- Mniam! - Woła, jedzie palcem po poliku i zlizuje masę z palca.
Idziemy do domu.
Peeta przed drzwiami łapie mnie pod kolana i pod łopatki, podnosi mnie i wnosi przez drzwi. Potem, podnosi mnie wyżej do jego piersi i całuje mnie. Długo mija czasu, zanim mnie puszcza.
- Kocham cię, wiesz?
- Ja bardziej. - Odpowiadam drocząc się z nim słodkim głosem.
- Jesteś taka pewna? - Pyta się całując mnie w sam czubek nosa.
- Jestem. - Odrzekłam.
Podnosi mnie jeszcze raz, ale tym razem niesie mnie do sypialni.
- Wiesz, że nie możemy. - Przypominam mu, ze względu na malucha.
Jestem dumna z tej notki, moja pierwsza samodzielna notka, bez Invi. Tak trochę późno, ale jednak jest. Mam nadzieję, że jest okey. :D
~Willow
No bardzo fajnie ci poszło Willow. Możesz się cieszyć, 'szefowa' Cię akceptuje.
~Invi
źródło: www.kulinarnespotkania.blogspot.com