piątek, 1 sierpnia 2014

24

   Dochodzę do Peety, w moich oczach lśnią łzy szczęścia. Starszy urzędnik stoi obok nas. 
- Peeto, powtarzaj za mną; Ja, Peeta biorę Ciebie Katniss za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że cie nie opuszczę aż do śmierci. 
Peeta powtarza. 
- Katniss, powtarzaj za mną; Ja, Katniss biorę Ciebie Peetę za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że cie nie opuszczę aż do śmierci. 
Zaczynam powtarzać, zacinam się przy ślubuję Ci, emocje biorą górę i łza szczęścia wypływa z moich oczu, ale potem brnę dzielnie przez przysięgę. 
- Możecie się pocałować.
Z chęcią wypełniam polecenie urzędnika. 
- Teraz kolej podpisania dokumentów.
Biorę długopis w rękę i piszę Katniss... Zacinam się i dokańczam Katniss Mellark. Potem podpisuje Peeta. 
   Moja matka zaczyna płakać. 



***



   Śluby w Dwunastce zawsze wywołują dużo zamieszania. Pod Pałacem zawsze jest dużo ciekawskich. Pewien chłopak również jest ciekawski, woła swojego brata:
- Te, patrz! Ślub jakiś! Słyszysz mnie, Gale? 
- Słyszę, Vick, ale idź stąd, nie wiemy nawet kto wychodzi za mąż. 
- Jak nie wiemy? - Vick wygląda na zaskoconego głupotą własnego brata. 
- Normalnie nie wiemy, a jeśli taki z Ciebie erudyta, to powiedz czyj to ślub.
- No ślub Katniss, a czyj, telewizji nie masz?
O cholera jasna - Pomyślał Gale. 
Jego mina musiała to wyrażać.
Ten to już kompletnie zwariował. - Pomyślał Vick widząc minę najstarszego z jego rodzeństwa. 


***


   Wychodzimy z Pałacu, idziemy na wesele, tam gdzie odbywa się wesele każdego, kogo na to stać. 

   Jest tam kominek, w którym pali się tosty.
Zapalam ogień a Peeta dmucha na płomienie, aby się rozprzestrzeniły. Gdy ogień pali się jak należy, kładę kratkę nad ogniem, a Peeta kładzie na niej dwie kromki chleba. Rozpoznaje chleb, to ten, który dał mi, gdy głodowałam. Tosty się pieką, a gdy są gotowe zdejmujemy je z kratki. Ja daje mój tost Peecie, a on swój mi. Gdy biorę pierwszy gryz, czuję się, jak jedenastolatka, czuję smak tamtego chleba. 
   Chleba który uratował mi życie i zaczął wszystko. 
   Chleba bez którego nie byłoby mnie tutaj.



   Jest trochę po północy. Ciągnie mnie do alkoholu, ale pamiętam by nie robić tego. Parę osób już się spiło, w tym Haymitch, mimo protestów Effie. 
   Haymitch wszedł na stół i teraz tańczy, próbuje przekonać Effie, aby razem z nim zatańczyła na stole:
- Effciuś, nu chódź! - Alkohol odebrał mu zdolność mówienia. 
- Dobrze. - Mówi Effie, albo Effciuś, jak to Haymitch powiedział. - Ale tylko na chwilę! - Uprzedza go, widząc szelmowski uśmiech na jego twarzy. 
Haymitch łapie ją za rękę, a ona wchodzi na stół. Łapią się za nadgarstki i kręcą wokół własnej osi. Effie się głośno śmieje. Haymitch nagle spada za stół, nikt nie wie co z nim jest. Każdy patrzy się czy coś mu się nie stało, ale nikt go nie widzi. Dobiega nas śmiech. Haymitch wychodzi zza stołu. 
- Więcej nie tańczysz na stole! - Nakazuje Effie. 
Odpowiada jej po raz kolejny śmiech Haymitcha.
   Rozlega się wolna, romantyczna muzyka, nadająca klimat. 
- Mogę pannę prosić? - Pyta się mnie Peeta z czarującym uśmiechem. 
- Wiesz, że ja już nie jestem panną? - Odpowiadam pytaniem na pytanie.
- I właśnie to od dziś jest w tobie najlepsze. - W jego oczach pojawia się błysk, który tak bardzo uwielbiam. 
Daję się poprowadzić na parkiet i tańczymy coś. Kątem oka widzę jak Effie próbuje przekonać Haymitcha na choć jeden romantyczny taniec. On jednak upiera się, że to bez sensu.
- E man amiaru tańcyc! - Wybełkotał mój mentor.
- No ale Haymi! - Effie zdrobniła imię swojego chłopaka. - No chodź!
- Nre móf na mnie Haymji! Nie przy ludzijach! - Jak zwykle, gdy jest pijany, nie umie mówić jak zwykły człowiek. 
Effie się w końcu poddała. 
   Piosenka się kończy, a zegar wybija czwartą. Myliłam się, myśląc, że jest trochę po północy. Jest grubo po północy, żeby nie powiedzieć, że przesadziłam z tym trochę. 
   Kątem oka widzę Prim, smacznie śpi na krześle, opierając ramiona na stole i mażąc sobie nos o swoją porcję lodów. 
   Muzyka zmienia się na energiczną, a zespół grający walnął basem, myślałam, że moja siostra się obudzi, ale ona tylko coś mruknęła i poszła dalej spać. 
   Podskakuję w rytm muzyki jak dziecko, które usłyszało, że dostanie nagrodę za to. Ale ja już mam nagrodę. Mam Peetę. I taka nagroda mi wystarczy.


   Zegar wybija dziewiątą rano. Pora kończyć. Zespół grający już to zauważył, bo wokalista dziękuje wszystkim za dobrą zabawę i składa życzenia szczęścia dla mnie i dla Peety. 
   Mama budzi Prim, która przez noc umazała sobie jednak nie tylko czubek nosa, jednak i czoło, cały nos i prawy policzek. 
- Czy ja zasnęłam w lodzie? - Zapytała Prim, widząc pistacjową masę przed oczami. 
Kiwam głową na tak.
- Mniam! - Woła, jedzie palcem po poliku i zlizuje masę z palca.
  Idziemy do domu.
  Peeta przed drzwiami łapie mnie pod kolana i pod łopatki, podnosi mnie i wnosi przez drzwi. Potem, podnosi mnie wyżej do jego piersi i całuje mnie. Długo mija czasu, zanim mnie puszcza. 
- Kocham cię, wiesz?
- Ja bardziej. - Odpowiadam drocząc się z nim słodkim głosem.
- Jesteś taka pewna? - Pyta się całując mnie w sam czubek nosa. 
- Jestem. - Odrzekłam. 
   Podnosi mnie jeszcze raz, ale tym razem niesie mnie do sypialni. 
- Wiesz, że nie możemy. - Przypominam mu, ze względu na malucha. 











 Jestem dumna z tej notki, moja pierwsza samodzielna notka, bez Invi. Tak trochę późno, ale jednak jest. Mam nadzieję, że jest okey. :D

~Willow


   No bardzo fajnie ci poszło Willow. Możesz się cieszyć, 'szefowa' Cię akceptuje. 

~Invi








8 komentarzy:

  1. Bardzo fajny rozdział.....
    Musze się przyznać, że kilka pierwszych mi się nie podobało, ale każdy kolejny był co raz lepszy. Już nie moge sie doczekać kolejnego rozdziału =D

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy następny? Już się nie mogę doczekać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wasz blog jest MEEEEEEGA jeśli jest szansa czekam na next = ]

    OdpowiedzUsuń
  4. Wasz blog jest jedynym w swoim rodzaju, piszecie po prostu PRZEPIĘKNIE!!
    Czekam na kolejny rozdział o ile prowadzicie jeszcze tego bloga. :)

    OdpowiedzUsuń