środa, 16 kwietnia 2014

1 rozdział.

 Czuje się skołowana. Krew... Co on robi że tak pachnie? A tam pachnie! Skąd on ją bierze? Jest prezydentem, ma masę pieniędzy. Ale... No ludzie trochę przyzwoitości! Jak można ją pić? Okropne.
 Próbuje sobie nie zaprzątać tym głowy. Idę do Prim. Jest słodka. 
 Ma na sobie czerwoną, plisowaną sukienkę, żółtą opaskę i cytrynowe buty. W pasie jest przewiązana bananową wstążką z kokardką. Wygląda jak truskaweczka. Jej włosy są związany w ten sam warkocz co miałam na arenie. Na głowie ma prymulkę, kwiatek od którego pochodzi jej imię. Właśnie udziela wywiadu Caesarowi Flickermanowi na mój temat. Stoję za kamerą. Caesar mnie zauważa i mówi abym przyszła. Jestem trochę pomalowana. Mi nie robi to różnicy, ale dla Kapitolu jest to ważne. 
- Witaj, Katniss! Jak się czujesz?- Caesar po tych słowach wyjaśnia dlaczego zjawiłam się na antenie. 
- Jest dobrze.- Kłamię, bo nadal jestem zaskoczona i przestraszona wizytą prezydenta. Patrze na Prim i widzę że nie zauważyła mojego kłamstwa, ona jak nikt potrafi poznać że łżę. Nigdy nawet nie musiała mówić że to wie. Ja widzę to po jej twarzy. To taka nasza nić która działa też w drugą stronę. 
- Prim, co sądzisz o Peecie?- zwraca się do mojej siostry. A ja czuję że utchnełam w potrzasku. Nie mogę wyjść, ponieważ będzie to transmitowane na całe Panem. 
- Peeta jest miły i uprzejmy. Często nas odwiedza z względu na Katniss- To kolejne kłamstwo. Prawie nie widuje Peety. Po prostu nie potrafię, bo wiem że na Igrzyskach jego miłość nie była rolą. Za bardzo bym go zraniła... 
-Dziękuje ci, Prim, za udzielenie odpowiedzi. A was - mówi Casear do kamery- zapraszam na Tournee Zwycięzców!- Po chwili żegna się także z mną, a ja zastanawiam się po co nas zaprosił na Tournee, każdy mieszkaniec Panem ma obowiązek je obejrzeć. Hah. Żelazna logika Kapitolu... Wychodzę z domu i widzę dom Peety. Czuje bolesne ukłucie w brzuchu, ponieważ Peeta właśnie wyglądał okno. Czuje się okropnie, bo on posmutniał na twarzy i wrócił do sztalugi. 
 Przez chwile na niego patrzę ale idę do Haymitcha. Wchodzę bez trudu. Jeden krok mówi mi że chcę to zrobić szybko bo w tym domu jest smród którego by się wstydził nawet menel Janek z pod monopolowego. Toruje drogę przez masę śmiecia różnego rodzaju.
 Gdy jestem już przy krześle na którym śpi mój mentor. Wyrywam mu nóż z dłoni. Obchodzę go i staje za nim. Łapie nogi krzesła prawie przy podłodzę i energicznym ruchem podnoszę się nie puszczając krzesła. Haymitch spada i się błyskawicznie budzi.
 - Kur*a, kto tu jest!?- wrzeszczy na całe gardło i zauważa mnie śmiejącą się z niego
-To tylko ty skarbie. Czy ciebie naprawdę popierdoliło?- gdy wypowiada ostatnie zdanie wydziera się w niebogłosy. -I nie śmiej się!- na to jeszcze bardziej się śmieje 
- No sorka, ale jesteś taki śmieszny!-odpowiadam
-Nie jestem!
-Nie jestem!- przedrzeźniam go skrzekliwym głosem. 
To jedno mi dobrze wychodzi, denerwowanie Haymitcha i innych ludzi. -Masz się umyć! Poczekaj chwilę.- i szybko wskakuje do domu po odświeżacz w spreju. Wchodzę do domu mentora. 
- Co ty chcesz zrobić!?- pyta przerażony- Chyba nie to co myślę!?
-Tak... Właśnie to...- Mrużę oczy w złośliwy sposób.
-Czy ty chcesz... Odświeżyć mi zapach w domu tym czymś?- z nie udawanym strachem patrzy na puszkę w mojej dłoni.
-Owszem!- I zaczynam psikać po wnętrzu.
-Błagam cię przestań!- mówi 
-  Jak ty możesz nie czuć tego smrodu?
- Właśnie czuję! Ten smród pachnie... TO PACHNIE KWIATAMI!
-Nie panikuj! Masz się wykąpać!- powtarzam
-Nigdy!
-Zaczekaj!- I wybiegam z domu. Wiem że muszę zawołać Peetę. To on jakoś go zawszę przekonywał do wody. Ale jak ja mam mu spojrzeć w oczy? Weś się w garść, Katniss! Nie możesz panikować jak mała dziewczynka! W końcu trzeba się będzie spotkać. Idę choć mój mózg nie bardzo tego chce. Pukam do jego drzwi. Otwiera mi.
-Cześć... O co chodzi?- Unika mojego spojrzenia, podobnie jak ja. Jest trochę posmutniały i mówi oficjalnym tonem. 
-Haymitch się nie chcę wykąpać. W pociągu go jakoś przekonałeś.- Mówię. Przez chwilę spotykają się nasze spojrzenia...
-Chodźmy. - Mówi Peeta, ale wiem że chce przerwać to że patrzymy sobie w oczy.
-Tak- mówię ostrożnie- Masz rację.
 Gdy jesteśmy znowu w domu mentora Peeta delikatnie puka do drzwi.
- Nie cackaj się.- Mówię zimno. Walę w drzwi, a one się otwierają.
- Wow.-Mówi jasnowłosy.
- Więc po niego poszłaś? Ekstra... I co zaciągnie mnie teraz do wanny? Okej. Tylko że wanna jest cała w śmieciach.- Mówi niezadowolony pijak.
-Nie szkodzi, pójdziesz do mnie.- mówi Peeta
-Dobra... - mówi 
-Ale macie się "rozkochać" przez czas mojej kąpieli





2 komentarze:

  1. Super ! Pokazałaś prawdziwe oblicze Haymitcha ! Gratulację !
    ~Katniss ze strony A wszystko zaczęło się od buntu głoskółek.
    P.S wyłącz weryfikację obrazkową :)

    OdpowiedzUsuń
  2. NIe no Haymich po prostu zwalił mnie z nóg!

    OdpowiedzUsuń