Budzę się. Peeta siedzi obok mnie.
- Hej- mówi cicho- Jak się spało?- głaszcze mnie po policzku
-Mam ciągle te koszmary.- Obejmuje mnie.
-Nie martw się. Ja też.- Ktoś puka.
- Proszę- Krzyczę. Wchodzą Cinna i Portia. Za nimi stoją nasze ekipy przygotowawcze.
- Chodź, Peeta.- Mówi Portia, a on całuje mnie na pożegnanie. Wychodzi.
-Rozbierz się. - Mówi moja ekipa. Posłusznie to robię. Po parunastu minutach mam pomalowane paznokcie na czarno, a twarz przypudrowaną. Powieki mam szare, a usta malinowe. Cinna przynosi sukienkę kroju małej czarnej, sukienka jest jednak w białym kolorze, przypruszona jest popiołem. Podaje mi ją, a ja ją wkładam. Wyglądam jak bym się paliła przed chwilą. Rozumiem jej przekaz, "Iskra w porę nie ugaszona, podpali całe Panem", teraz jest ugaszona.
-Spisałeś się! Jest piękna- mówię do Cinny
-Dziękuje.- Zakładam ją.
- Za piętnaście minut będziemy w Jedenastce.- Mówi Cinna. Czuje ukłucie w brzuchu, nadal nie pogodziłam się z śmiercią małej, delikatnej, Rue. Siadam na swoim łóżku z łzami w oczach.
- Co się dzieje?- Pyta mój stylista i siada obok mnie.
- Nic. - Ale moja mina tego nie potwierdza. W końcu postanawiam powiedzieć mu- Rue- On kiwa głową z zrozumieniem, ociera mi oko i obejmuje.
- Spokojnie, Rue wiedziała że to nie twoja wina, jej rodzina też o tym wie.- Pociesza mnie, a ja się uśmiecham. - Chodźmy.- Ja wychodzę, a moja ekipa idzie za mną. Przed drzwiami stoi Peeta, który bierze mnie pod rękę. Ma na sobie białą marynarkę i spodnie.
Wychodzimy. Widzę rodzinę Rue. Ma piątkę rodzeństwa, lecz najbardziej moją uwagę przykuła dziewczynka o wieku mniej więcej dziewięcioletnia. Jest koścista, ma mocne rysy twarzy, mimo małego wieku. Wygląda groźnie, ale w jej spojrzeniu jest coś łagodnego. Ona mi dziękuje. Uśmiecha się mimo, świeżego bólu po utracie siostry. Ale jej koszulka... Ona ma na niej zdjęcie kosogłosa... Koszulka jest wielka, za duża o parę rozmiarów, znoszona, pewnie po paru pokoleniach rodzeństwa. Wiem że jej rodzina jest biedna. Peeta coś tam mówi, ale nie obchodzi mnie to. Patrze w oczy kościstej dziewczynce, i wypuszczam łzę. Drugą. Trzecią. Czwartą. Piątą. Peeta skończył. Czuje że muszę coś powiedzieć. Podchodzę do podestu. Szósta łza.
- Chcę podziękować Rue. Za to że była wspaniała.- Coraz bardziej się rozpłakuje.- Za to że dawała mi nadzieje. Jest bardzo podobna do mojej siostry, Prim. Ale jedno chcę zrobić. Pragnę przeprosić rodzinę Rue. Nie uratowałam jej. - Głos mi drży, płaczę. Ukrywam twarz w dłoniach. Szloch mną trzęsie. - Przepraszam, nie mogłam powstrzymać łez. Pokochałam Rue. - mówię - A co do Thresha. On mi darował życie. Grał według własnych zasad. Wielu mówiło że chcieli by zostać sobą. Jednak tylko mu się to udało. Jest wielki. Szanuje go. - Jego babka się wzrusza.
- Idziemy- mówi cicho do mnie Peeta.
- Dobrze - odszeptuje.
Tak, dziś krótko, ale lepiej tak niż wcale. Mówiłam że was kocham? Za dużo internetów. Ale, co miłość nie wybiera! Serce nie sługa! Czemu ja jestem taka miła?! Chcę być znowu chamem!
Uwielbiam was, papatki!
Cholera to musi być jakieś rozdwojenie jaźni które się uaktywnia po połączeniu z internetem.
Ale papatki.
Jak zawsze świetnie :D ! Trochę błędów interpunkcyjnych ale git :3
OdpowiedzUsuń~Katniss z AWZSOBG