Jeszcze trochę siedzę w jego ramionach. Potem wychodzę i idę do pokoju. Otwieram drzwi i widzę Snowa, siedzi na krześle, obok łóżka.
-Dzień dobry Panno Everdeen. - Mówi. Serce mi zamiera gdy widzę co trzyma w ręce. Mój test ciążowy. Mimo to staram zachować zimną krew.
-Dzień dobry. - Staram się zachować normalny ton, jakby Snow trzymał kolorową gazetkę, nie dowód istnienia mojego dziecka.
-Gratuluje, proszę usiąść. - Wskazuje mi krzesło naprzeciw niego. Posłusznie siadam.
-Skąd pan to wziął? - Cedzę, jestem wściekła.
-Odpuśćmy sobie per pan. - Wiem że miły Snow nie oznacza nic dobrego. Wyciąga do mnie rękę i mówi- Coriolanus. - Muszę uścisnąć jego dłoń. Robię to z największą niechęcią.
-Katniss. - Mówię. -Czego chcesz? Skąd to masz? - Powtarzam.
-Chyba każdy wie że takich rzeczy się nie zostawia na wierzchu.
-Najwyraźniej nie, Coriolanusie. - Odpowiadam trochę uszczypliwie. - Czy to nie jest wystarczającym dowodem?
-Teoretycznie tak. - Trzyma mnie w napięciu.
-A praktycznie?
-A praktycznie to masz jeszcze dwanaście lat by mnie przekonać.
-Co mam jeszcze zrobić, co!? - Wołam.- Czy to ci nie wystarcza? - Wybucham.
-Zobaczymy jak zareagują dystrykty. Ale masz duże szanse na zachowanie tego dziecka. - Czuje że robi fałszywą nadzieje, potem ją przerwie.
-To dobrze. - Mówię,a Snow wychodzi przez taras i wchodzi na drabinkę. Helikopter odlatuje...
Chcę coś powiedzieć o rozdziale w którym Katniss się zrzygała.
Koleżanka czytała rozdział i powiedziała mi że ludzie w ciąży tak szybko nie rzygają. Chcę zaznaczyć że to PRZYSZŁOŚĆ, a skoro niedawno udowodniono że za 50 lat prawie o połowę więcej dzieci się będzie rodzić niepełnosprawnych, to i z rzyganiem mogło się coś stać.
Ten rozdział jest krótki, ale mam nadzieje że treściwy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz