niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 18: Rudzik

   Dzień minął szybko. Robię się śpiąca. 
- Idę spać. - Informuję Peetę i idę do łóżka. Kładę się i zasypiam.  
 Budzę się z krzykiem. Krzyk był wystarczająco cichy, by nie budzić Peety obok mnie. 
  Wstaję i przemywam oczy wodą by się rozbudzić. Nuda zaczyna mnie skubać więc myślę co zrobić. Najchętniej poszłabym do lasu, ale coś mnie odciąga od lasu. Mimo to idę tam. Widzę drzewo spotkań. Wyobraźnia mi podsuwa wspomnienia z wczoraj, Gale kopie Peetę. Idę dalej by odgonić te wspomnienia. Wyciągam łuk i kołczan z pnia. Widzę bobra, jednak nie posyłam w niego strzały. Ale bóbr pada martwy, bo przeszyła go strzała. To oznacza tylko jedno. 
 Gale tu jest. Tylko on mógłby posłać tą strzałę, przez pięć lat polowań nie widziałam nikogo kto również by kłusował. Ale Gale jest w kopalni. Chowam się w krzakach i czekam. Gale podchodzi do bobra. Czemu Gale w ogóle tu jest? Nagle patrzy na krzak w którym siedzę. Chyba myśli, że moje oczy są oczami zwierzaka. Naciąga cięciwę, więc jak poparzona wyskakuje z krzaku. Wchodzę na drzewo, na najcieńsze gałęzie. Wchodzi za mną. Wspinam się jeszcze wyżej, gałęzie ledwo mnie trzymają. Gale wchodzi jeszcze wyżej, próbuje mnie złapać za nogę. Pod lewą nogą Gale'a łamie się patyk. Prawie spada ale łapie się drzewa. Wchodzi wyżej i łapie mnie za kostkę, ciągnie mnie do dołu. Łapię się dość solidnej gałęzi obok. Mimo to, nadal ciągnie. 
- Zostaw mnie! - Nogą którą mam uwięzioną kopię go w twarz. Spada z jakiś czterech metrów.  Szybko schodzę na ziemie. Biegnę do ogrodzenia. Przechodzę do wioski i otwieram drzwi domu. 
- Masz jakieś mięso? - Wita mnie Peeta. 
- Tak, dziękuje, też cię kocham. - Mówię z przekąsem. 
- To masz jakieś mięso? - Powtarza a ja przewracam oczami.
- Nie mam. 
- A to ty nie byłaś na polowaniu?
- Byłam, ale Gale też był. 
- A to on nie pracuje w kopalni?
- W teorii powinien, ale w praktyce nie ma go tam. - Odpowiadam a Peeta robi minę która mówi, że najchętniej by się gotował do walki. Ale ja mam teraz przewagę, on nie może walczyć przy jego żebrach. Nie chcę by walczyli. - Czemu nie można sobie normalnie żyć, zawsze muszą być jakieś problemy?
- Nie wiem. - Przytula mnie. 
- Czy Hazele wie?
- Co wie? - Pewnie nawet nie wie kim jest Hazele.
- W kogo się zamienił jej syn. - Odpowiadadm. - Idę na Ćwiek.
- Nie idź, Katniss. 
- Wezmę zupę od Sae i wrócę. - Zanim zdąży zaprotestować, wypadam z domu i idę na Ćwiek. Wchodzę przez drzwi magazynu i podchodzę do Śliskiej Sae.
- Co dziś masz? - Pytam i zaglądam do dużego gara. 
- Rosół z dzikimi indykami. 
- Biorę dwie miski. - Mówię i podaję banknot. Sae nalewa mi zupy i podaje mi miski.
- Dzięki. - Idę w stronę wioski.  Ulice są puste. Otwieram drzwi.  Podaje Peecie zupę. Jemy w milczeniu. 
    Rozlega się dźwięk  rozbitego okna, Gale wpada do kuchni. Łapie mnie za ręce, próbuje go kopać, ale trzyma mnie na zbyt dużą odległość. Peeta jest wyciągnięty z domu tylnym wyjściem, mimo iż się rzuca i szarpie, jego żebra mu uniemożliwiają użycie siły. Czuję ciepłe łzy na twarzy.  Łapa Gale'a chce mi otrzeć łzy, gdy tylko orientuje się co chce zrobić, odpycham jego rękę i wrzeszczę:
-  Zostaw mnie! - Mój głos, mocny i stanowczy, samą mnie zaskakuje. Czuje pięść na skroni i ból na czole, ostatnie co pamiętam to to, że padam na panele...


    Budzę się w jakiejś piwnicy. Mam związane ręce. Leżę na jakimś surowym materacu. Widzę krzesło obok mnie, a na nim Gale'a. 

- Gdzie jestem? - Warczę. 
- Trochę grzeczniej. 
- Nie. - Zaciskam zęby i szykuję się na cios który pewnie nadejdzie. Mylę się jednak.  Gale robi coś innego, rozwiązuje mnie i próbuje objąć. Wyrywam się. Dopiero za to przyjmuję cios, mocny ból pulsuje mi na szczęce. - Jak możesz!? - Lecą mi łzy.
- Kotna, uspokój się. - Mówi, sadza mnie na krześle. Całuje mnie w polik, krzywię się, nie chcę by tak było. Sztywnieje, jeśli się sprzeciwię, dostanę, ale ja nie chcę go. Nie ruszam się.  Zamykam oczy, nie chcę widzieć jego szpetnej gęby. Krzywię się jak całuje mnie po raz jeszcze. Otwieram oczy, moje szare oczy są wypełnione łzami bezsilności. 
  Katniss, myślę, zwyciężyłaś igrzyska, utarłaś nosa samemu Snowowi, pokonałaś strach przed śmiercią na arenie, i boisz się takiego dupka? Nie, odpowiadam sobie w duchu. 
- Zostaw mnie. - Wykrzywiam mu rękę i przekrzywiam ją tak, że Gale zmuszony jest się położyć na brzuchu.  Kopię go w skroń, mdleje. 
- I kto tu teraz jest silny?  - Mruczę do siebie. 
   Patrzę na drzwi, są drewniane, ale solidne, nie rozwalę ich. Przypominam sobie jak kiedyś, gdy byłam wściekła szłam do lasu, brałam długą i grubą dwumetrową gałąź i waliłam nią w drzewo, kawałki kory odpadały, wpadam na pewien pomysł. Biorę krzesło i walę w drzwi, po parunastu uderzeniach robi się w nich dziura. Wychodzę, widzę korytarz z jeszcze dwoma drzwiami. W którymś pokoju może być Peeta. Walę w podstarzałe drzwi, które się natychmiast otwierają. Widzę kanciapę z mopami itp. Pozostają mi te solidniejsze drzwi, biorę wsuwkę z włosów, dopiero teraz przypomniało mi się, że ją mam. Wciskam ją w zamek, kiedyś Gale nauczył mnie tej sztuczki, teraz, gdyby był przytomny, żałował by tego, ale kto mógł przewidzieć, że to właśnie on sam siebie pogrąży. Grzebię spinką w zamku i coś klika, otwieram drzwi. Widzę Peetę, uśmiecham się i podbiegam do niego.  Przytulam się. 
- Peeta, nic ci nie jest? - Pytam.
- Nie, a tobie? - Patrzy się na moją szczękę. 
- Jest okey. To nic. Gale myśli, że będę cicho takim sposobem. - Zanim zdąży coś powiedzieć mówię: - Zwijamy się stąd.
- Wiesz gdzie jesteśmy?
- Pewnie jakaś piwnica, więcej nie wiem. - Biorę go za rękę i wychodzimy. Wchodzę na schody. - To ten dom. 
- Możesz jaśniej?
- Ten do którego mnie zabrał wcześniej.  Czekaj. - Mówię do niego. Przeciągam ciężkie ciało Gale'a do pokoju  nienaruszonymi drzwiami. Zamykam drzwi wsuwką. - Będzie miał niespodziankę. - Wiem, że długo tam nie pobędzie, znajdzie sposób by się wydostać. - Idziemy.  - Mówię i wybijam kolejne okno, nie te które poprzednio, tylko inne, jestem złośliwa, Gale będzie musiał zapłacić za dwie szyby. Wychodzę do jakiś chwastów na podwórzu, Peeta robi to samo, rozgląda się i stoi. - Chodź! - Ciągnę go za ramie, idzie za mną. Toruję sobie drogę przez chwasty które dosięgają mi do kolan. Dochodzimy do domu, widzę Prim która na podwórzu bawi się z tą masakrą genetyczną, Jaskrem. 
- Katniss, co ci się stało? - Dziewczynka mnie przytula. 
- Nic takiego, Prim. - Nie chcę ją w to wciągać. 
- Gdzie byłaś? - Przygryzam wargę, ona nie musi wiedzieć. Patrzę się na Peetę, liczę na jakąś pomoc. 
- Byliśmy na ciastku, Katniss się przewróciła. - Niezbyt wiarygodne kłamstwo, ale zawsze coś. Spoglądam na niego z miną "serio?". 
- Tak, a na końcu tęczy są krasnoludki z garnkami złota. - Mówi z przekąsem Prim, właśnie teraz ujawnia się cecha którą odziedziczyła po mnie, nie lubi kłamstw i wyczuwa gdy ktoś ją okłamuje. 
- Gale oszalał. - Mam nadzieje, że tyle jej wystarczy, i chyba tak jest, bo milczy. 
- Przytrzymasz Jaskra? - Pyta się po chwili.
- Muszę? 
- No, przytrzymaj go. 
- Okay. - Niechętnie się zgadzam i biorę go na ręce. Wyrywa się i próbuje mnie drapać. 
- Chcę Jaskrowi coś pokazać. - Prim biegnie za dom. Wraca z rudym kotem na rękach. Kolejny kot. 
- Kolejny? - Pytam ze udawanym strachem w oczach. Jaskier na podsuniętego pod nos nowego towarzysza. Wali go łapą.
- To Rudzik. 
- Mama wie, że kolejnego sprowadziłaś?
- Nie, ale nie musi, to nie mój kot.
- A czyj? 
- Twój, Katniss. 
- Prim, ja nie lubię kotów. 
- Nie lubisz Jaskra, ale nie znaczy, że innych nie polubisz. - Bierze ode mnie Jaskra i daje mi na ręce Rudzika. Rudzik ma mniej więcej dwa miesiące. Ma przyjazny wyraz pyszczka i niebieskie oczy. 
- Dziękuje. 
- Obiad, Prim! - Słyszę z domu. 
- Idę! - Odkrzykuje Prim. - Pa. - Odchodzi dziewczynka.
- Pokaż. - Mówi Peeta patrząc na kota. Podaje Rudzika. - Słodki. Polubisz go. 
- Wróżbita się odezwał. - Odpowiadam z przekąsem i całuje go w polik. 
- Chodź. - Idziemy do domu. 








 Wiem, ta druga część rozdziału z Rudzikiem to taka słaba trochę była, ale chyba jest ok. Oczywiście, będę tęsknić za pulpitem nawigacyjnym Bloggera, ale to tylko (albo aż) 5 dni. Bądźcie zdrowi, picie mleko, rzygajcie tęczą, jedzcie nutellę, i wszystko co  naj. :)

   

~ Invictus






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz