niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 16: Rue

  - Katniss, musimy iść. - Szepcze mi Peeta do ucha, ale ja nie jestem gotowa, by iść tam i zobaczyć jej śmierć. - Tam będziemy mogli jej pomóc, rozumiesz, sprawdziłem, ma dużo sponsorów. - Doskonale odczytuje moje myśli, ale czy mówi prawdę o sponsorach? Chciałabym by Madge przeżyła. - Na prawdę, Katniss, a teraz chodźmy tam zanim przyślą strażników. 
- Dobra. - Łapię go za rękę, a Effie prowadzi nas do gustownego, białego pokoju, z niebieskimi sofami i wielkim telewizorem. Peeta siada na jednej z kanap, ale ja nie, idę po sok pomarańczowy do małego barku przy ścianie. 
- A może coś mocniejszego. - Za moimi plecami rozlega się uwodzicielski pomruk należący do Finnicka Odaira, największego szpanera w całym Panem.  
- Czego chcesz, Odair? - Burczę.
- A co byś zrobiła jak bym powiedział że buziaka? - Drażni się ze mną.
- Owszem, dostałbyś, ale kopa w dupę. - Mówię spokojnym tonem.
- Rozluźnij się. - Mówi z uśmiechem, pewnie powinnam się czuć zaszczycona, ale jak na razie to tylko mnie drażni. Kładzie mi rękę na ramieniu i masuje je, podrzucam ramie do góry, by mu zasygnalizować że mnie denerwuje, ale ten nic sobie z tego nie robi. 
- Spieprzaj, Odair, jeśli ci życie miłe. - Burczę tak nieprzyjaznym tonem, że się odsuwa, ale na wszelki wypadek mówię: - Mam u siebie w pokoju łuk, kołczan również, a może byłbyś tak miły, że zostałbyś moją żywą tarczą? - Wypowiadam te słowa z najbardziej złośliwym uśmiechem. - A wiesz, ja nigdy nie chybiam. - Kładę mu rękę na ramieniu, tak jak on mi, ale po chwili wykorzystuje to by odsunąć Odaira. - Narka, Odair. - Mówię z śmiechem i sączę sok z rurki która jest w szklance. Idę i siadam na kanapie obok Peety, a on mnie obejmuje.
- Siema! - Woła do nas Johanna Mason, mimo iż nigdy jej nie widziałam na własne oczy. Ciężko skacze na sofę, układa się i siada między nami, czym przerywa nasz uścisk. Patrzę na nią wymownie. 
- Jak tam? - Mówi jakby nigdy nic. Milczymy. Ja się powstrzymuje od śmiechu, nie wiem dlaczego - Aha, przerwałam gołąbeczkom, rozumiem, niedobra ja! - Wypowiada słowa z udawaną troską w głosie. Przewraca oczami i śmieje się. 
- Tak, Mason, bardzo śmieszne. - Potwierdzam bez śmiechu w głosie. - A teraz idź się pobaw siekierką, czy co, ok? 
- Ta, jak się pobawię, to twoja piękna buźka nie będzie taka piękna, ciemna maso. - Burczy i odchodzi. 
- Wygadane ma, nie ma co. - Mówię gdy jest wystarczająco daleko. 
  Program transmisji się zaczyna.
  Madge stoi na swoim kręgu. Za nią jest las, a przed nią rozciąga się łąka wysoka do kolan, ale w obszarze Rogu i kręgów jest skoszona. 
10...
9...
8...
7...
6...
5...
4...
3...
2...
1...
  Madge zrywa się z krążka, biega na prawdę szybko, nawet szybciej niż ja, w Rogu pojawia się pierwsza, łapie pudełko z shurikenami, gwiazdkami ninja i rzuca jedną z nich w gardło trybuta z Dziesiątki, chłopak zalewa się krwią, a na twarzy Madge widzę ukłucie żalu, pewnie nie chciała zostać morderczynią. 
- Siema, osłaniaj Kirike i Endevo, zaraz tu będą. - Mówi Alastor, który dopiero przybiegł. Madge bierze miecz i wbija go w ciało Kena Ametista, chłopaka z Siódemki, po wyciągnięciu broni z ciała chłopca patrzy się na rękę z ostrzem z niedowierzaniem, jakby nie wierzyła że potrafi coś takiego. Ja w sumie też nie wierze, Madge kiedyś nawet porządnego plaskacza nie potrafiła, a teraz zabija, i to dość dobrze jej to wychodzi. 
  Do trybutów Dwunastki dołączają się Endevo i Kirike. 
- Lecimy, pora się stąd urwać, bierzcie co chcecie, jeszcze jakieś żarcie. - Mówi Madge i bierze dwa plecaki, splata je ze sobą i zakłada na plecy jak jeden. Bierze jeszcze dwa pudełka gwiazdek ninja i imponujący zestaw noży, wszystko wkłada do plecaka. Reszta grupy bierze co chce i biegnie jak najszybciej do lasu z Madge.
- Za tobą! - Woła Kirike do Alastora, ten odwraca się i widzi chłopaka z Dwójki posyła nóż w jego gardło, chłopak natomiast robi unik i nóż trafia go w łokieć, przebija się na wylot, chłopak umrze, nóż wbił się w żyłę, moje przypuszczenia potwierdzają się, chłopiec pada na ziemie i powoli się wykrwawia, a jego siostra płacze nad nim. Przypomina mi mnie, klęczącą nad Rue. 
- Nie opuszczaj mnie, Kaoy. - Błaga dziewczyna szlochając. - Zostań.
- Auu, boli, mogłabyś mi ukrócić cierpienia? - Pyta chłopak słabym tonem, ledwo mówi. Dziewczyna waha się. - Amy, proszę. 
- Dobrze, do widzenia, Kaoy. - Z oczu dziewczyny lecą łzy, bierze nóż i podrzyna bratu gardło, rozlega się dźwięk wystrzału, łzy spływają po bladej twarzy dziewczyny. W końcu odsuwa się od ciała i daje je zabrać. 
  Nagle widzę Madge, chowającą się za drzewami, jej twarz jest smutna, wzruszyła się. Są jednak wystarczająco blisko dziewczyny która straciła brata, że mogę usłyszeć co mówi Alastor:
- Madge, chodź, ona będzie chciała go pomścić, musimy uciekać. - Jak na komendę, dziewczyna nazwana przez brata Amy, ociera łzy, wstaje, i zaczyna się rozglądać.
- No, chodź, Dwunastka! - Coraz bardziej wchodzi w las, ale w złą stronę, zresztą, Madge i reszta już biegną jak najdalej od niej. 
- Ja myślę, że ona przyśle swoją bandę. Wtedy zacznie się robić niebezpiecznie, sama nic nie zdziała, jeden na cztery, nie da rady. - Oznajmia Madge. - Dobra, połaźmy jakieś dwie godziny i zrobimy obóz. 
    - Dobre miejsce. - Oznajmia Kirike po paru godzinach  wędrówki. 
    Bum. - Wystrzał Bum. -Drugi Bum, Bum. Cztery osoby zostały zamordowane przez zawodowców. Dziewczyna z Dwójki zawsze miała nadzieje, że zabito Alastora, mimo to, nikt z grupy Madge nie ucierpiał. 
   - Hej, tam. - Szepcze Madge do Endevo i wskazuje na dziewczynkę z Jedenastki odwróconą do nich plecami. 
- Wiem co masz na myśli. - Odpowiada chłopak i rzuca nożem w głowę dziewczyny. Nóż przebija jej głowę, ciało przechyla się, a poduszkowiec je zabiera. 
- Ile osób nie żyje? - Pyta się Madge współtowarzyszy.
- Chłopak z Dwójki, jakieś cztery osoby i tamta dziewczynka. Sześć osób. - Kirike wydaje się być przygnębiona tym faktem, nie jest to nic dobrego. 
   Na arenie robi się ciemno. 
 - Chcę spać. - Mówi Endevo rozciągając się. - Kto idzie na wartę? - Pyta.
- Ja i Alastor, wy się prześpijcie, potem wy będziecie mieli wartę. - Odpowiada Madge.
- Dobra. Żadnego podcinania gardła, ok? - Upewnia się Kirike.
- Obiecuje. - Mówi Madge. - Słowo harcerza. - Madge mówi prawdę, była w harcerstwie. Na te słowa Kirike się wyraźnie uspokaja i rozbija namiot który zabrała z Rogu. 
   Po jakiejś godzinie patrzenia jak trybuci śpią, sama zrobiłam się senna. 
-Peeta, ja idę spać. - Informuje go i idę do wyjścia. Jak długa padam na łóżko w ubraniach i zasypiam. 




***
   - Katniss. - Woła mnie delikatny głosik małej dziewczynki. 
- Gdzie jesteś? - Rozglądam się po białym pokoju w którym się obudziłam. 
- Tutaj, Katniss, za zakrętem. - Zachęca mnie głosik i dopiero teraz zauważam wyjście z pokoju. Wychodzę i widzę... 
- Rue? Co ty tu robisz? - Jestem zdumiona. Dziewczynka jest ubrana w zwiewną, białą sukienkę. Natychmiast biorę ją w ramiona, gdy mam ręce na jej plecach, nie wyczuwam ani śladu po dziurze którą zostawił Marvel po jego oszczepie. - Gdzie ja jestem. 
- Nie bój się. - Mówi męski głos, niski, ale delikatny, taki na którego dźwięk milkłyby kosogłosy. Kosogłosy... Zza kolejnego zakrętu wychodzi mój ojciec. Podbiegam do niego i przytulam się.
- Zaraz, skoro wy tu jesteście, to co ja tu robię? Czy ja umieram? - Nagle nawiedza mnie okropna myśl, że już nigdy nie zobaczę Prim, mamy, Peety oraz Gale'a.
- Nie, ty żyjesz. - Przekonuje mnie ojciec. - To sen, ale często ludzie tu trafiają, ale tylko raz w życiu. - Wyjaśnia
- A wam tu dobrze? - Pytam się. 
- Tu jest genialnie. - Mówi Rue. - Patrz. - I pada jak długa na podłogę, już myślę, że rozbije głowę, ale wytwarza się nagle materac i dziewczynka się delikatnie od niego odbija. - Też spróbuj. - Radzi, a ja padam i się delikatnie odbijam, boskie uczucie, jak latanie. 
- Katniss, posłuchaj, wrócisz teraz do swojego świata, dobrze? - Mówi ojciec, ja po raz ostatni przytulam się do Rue, a potem do niego. 
- Do widzenia. - Mówię i zapadam w sen.







***
   Leżę na niewygodnym łóżku, w innym pokoju, do mojej ręki jest przypięty wenflon. 
   - Katniss, wróciłaś. - Mówi Peeta ucieszony i przytula mnie.
- Gdzie ja jestem? Skąd wróciłam? - Pytam zdezorientowana i rozglądam się po pokoju. 
- Jesteśmy w szpitalu. - Odpowiada z oczami pełnymi bólu, ale też cieszy się, że mnie widzi. 
- Po co? 
- Wróciłem do pokoju jakieś piętnaście minut po tobie, położyłem się, a ty byłaś zimna. - Tłumaczy, a ja, prosta dziewczyna, która zawsze wychodziła, gdy matka ratowała ludzi, nie wiem co to znaczy, wiem, że gdy się umiera, krew się robi zimna, przez co człowiek też, ale skoro tak, to czemu tu jestem? Czemu żyję? - Miałaś hipotermię i przeszłaś śmierć kliniczną.
- To dlatego...
- Co?
- Wydawało mi się, że trafiłam do Rue i ojca. Ale co z maluchem?
- Żyje. - Przytulam się do niego. - Nawet nie wiesz jak się cieszę, że wróciłaś!
- Do ciebie, zawsze. Kocham cię.
- Ja ciebie też. 





Łapcie rozdzialik!











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz