Następnymi wartymi uwagi trybutami są obywatele Piątki. Dziewczyna ma płomienne włosy, podobnie jak Effie, jest wielka jak na siedemnastolatkę. Ma ignorancki uśmieszek, jakby miała gdzieś że pewnie zginie. Pewnie jest wysportowana, może nawet umie walczyć? Zapewne tak. Jeśli nie jest tak dobra jak zawodowcy, to prawie, na pewno trenowała. Pewnie jeśli by nie została wylosowana, to by się zgłosiła. Jej partner nie jest ciekawy.
Pora na zawodowców...
W Czwórce wylosowano Minne Fernley. Nikt jej nie zastępuje, więc to pewnie ona miała się dziś zgłosić. Jakaś staruszka o kręconych siwych włosach patrzy na nią i alfabetem Morsa jej przekazuje "WYGRASZ, WNUSIU". Patrze na nią i wydaje mi się że wiem kim jest. Myślę o tym. Wiem! Jest to Mags Fernley, zwyciężczyni dziewiątych Igrzysk. Jej wnuczka rusza śmiało ku scenie, z mściwym uśmiechem znaczącym pewnie: "Powybijam was co do nogi!".
Dziewczyna ma tak blond, że aż białe włosy, oczy ma koloru morza podczas sztormu.
Kolejny zawodowiec już się zgłosił. Muskularny blondyn o jasno-niebieskich oczach.
Dwójka ma bliźniaków o muskularnej cerze, czarnych oczach i kasztanowych włosach. W oczach mają przestrogę, śmierć...
Mimo to widać że ich matka się boi o swoje dzieci.
Jedynka wystawiła niczym nie wyróżniających się piętnastolatków, którzy są kościści i chudzi, ale założę się że to taka taktyka.
Koniec.
Nie idę spać, siedzę na kanapie i rozmyślam. Niby jak Madge miałaby wygrać? A czy jeśli Madge zginie na arenie, kogo jeszcze poświęcą by mnie dobić emocjonalnie? Nie chcę myśleć nawet o tym, ale moja podświadomość mówiąca głosem Snowa mnie do tego popycha. Patrze się martwo w szczelinę między deskami w którą pół roku posłałam nóż. "Możesz porzucać paroma nożami, Kapitol i tak ci nie odpuści." - Mówi moja Snowowa podświadomość, wytrzymanie z prezydentem w mojej głowie jest za trudne.
Bardzo trudne.
"Wiem, kochanie."- Mówi moja podświadomość.
Zakręca mi się łza, pewnie z bezsilności i kiedy już "Snow" ma mnie nadal dobijać, jakiś głos mnie wyrywa z rozmyśleń.
-Katniss, co się dzieje? - To głos Peety, który właśnie mnie obejmuje.
-Nic.
Nie będę mu mówić, Peeta się za bardzo przejmie. Nie będę go dołować. Ja jestem smutna, to wystarczy. On się nie musi smucić z mojego powodu.
-Nie udawaj. - Mówi, patrząc mi w oczy.
-Po co ci ta wiedza, co?
-Bo się martwię, Katniss.
-To miłe, ale nie musisz.
-Musz... - Nie dokończa, bo go całuje. Gdy odrywamy się już od siebie, mówi - Może już chodź spać, musisz być wyspana.
-Dobrze
Idę do pokoju. Patrzę na zegarek na półce, 20:54. Zasypiam.
Budzę się z krzykiem. Kolejny koszmar. Peeta otwiera drzwi. Jest w samych spodniach. Na arenie widziałam jego klatę, ale nie przypominam sobie, owszem sceny śmierci Rue, rozszarpywanie Catona, ale nie takie sceny. Peeta jest umięśniony, jeśli bym go nigdy nie zobaczyła w Dwunastce, pomyślałabym że jest zawodowcem.
-Co się dzieje? - Przytula mnie
- Mam koszmary.
-Nie martw się, kiedyś minie. - Obcałowuje mnie.
Coś się w jego pocałunkach zmienia... Nie jest już tym nieśmiałym dwunastolatkiem z pod piekarni. Jest śmiały, wręcz bardzo śmiały. A może namiętny... Tak, to dobre słowo. Moja szyja jest obsypana pocałunkami. Coraz bardziej śmiałymi i namiętnymi. Chyba wiem co Peeta chce mi przekazać... Że małe, niewinne pocałuneczki mu nie wystarczają, mi chyba też się trochę nudzą... W końcu, do cholery, jesteśmy narzeczonymi, a nie jakimiś maluszkami, którzy się ledwo co poznali. Jesteśmy
Peeta z mojej przyzwalającej miny zrozumiał że się zgadzam. Zrywa z mnie ubrania, a ja z niego. Potem, po parunastu jękach i stękach, leżymy już nago, przykryci kołdrą. To było bardzoo spontaniczne.
Nagle, oczami wyobraźni widzę chłopca, z jasnymi włosami, rysy twarzy ma natomiast moje. Bardzo szybko pojmuje że to moje dziecko, moje i Peety... Chłopak ma na oko jedenaście lat, ale ucieka przed kimś, jak przestraszone zwierze, albo jak Jaskier, gdy zaczynam go gonić, za nim jest grupa osiemnastolatków, umięśnionych, mających w oczach śmierć, to jego oprawcy. Myślę na początku że jest to szkolny gang, który bije słabszych... Jednak na niebie pojawia się godło Kapitolu. Już wszystko rozumiem, chłopiec, mój syn, ma DWANAŚCIE lat, a za nim nie ma gangu, za nim są ZAWODOWCY. Czy nie tego się od zawsze bałam? Że Kapitol odbierze mi dzieci i złoży je w ofierze? Gdyby nie wylosowano Prim, a nasza rodzina oglądała by igrzyska tylko w TV, mój lęk mógłby się wydawać irracionalny, ale gdy mam na pieńku z Kapitolem, i wywołałam (jak na razie) cichy bunt. Przełykam ślinę.
- Peeta... - Mówię przestraszonym tonem, który zaskoczył również mnie.
- Co się dzieje? - Patrzy na mnie.
- My mamy immunitet, nas już nie puszczą na igrzyska, prawda? - Mój głos nadal jest przestraszony.
- Tak, a czemu pytasz?
- Nasze dzieci już nie mają?
- Nie, ale nie rozumiem do czego zmierzasz.
- Teraz, być może, zaczęliśmy nowe życie, które Snow na pewno pośle na igrzyska...- Mówię z kamiennym wyrazem twarzy, bo tylko na taki mnie stać, nie mam nawet ochoty rozpaczać.
-Ale może wcale nie jesteś w ciąży! Trochę optymizmu.- Bardzo śmieszne, Peeta... Ha ha ha... NIE...
-Akurat... - Mówię ponuro. - Jestem realistką... - Peeta mnie przytula.
- Postaraj się o tym nie myśleć, kochanie... - Całuje mnie w czoło. - Pójdziemy na gorącą czekoladę? - Pyta.
- Dobrze. - Zaczynamy się ubierać. Gdy wchodzimy do wagonu restauracyjnego, witają nas dziwne pokasływania Madge, Alastora oraz Effie. Znam ten dźwięk, to powstrzymywanie śmiechu... Być może powinniśmy wybrać pokój Peety, mój sąsiaduje z wagonem restauracyjnym... Peeta chyba ma taki sam wniosek. Mimo to się pyta.
- Co? - Pyta jakby się nigdy nic.
- Nic...- Mówi Madge, i wybucha śmiechem. Ja i Peeta spoglądamy na siebie.
- Chodź po tą czekoladę. - Ciągnę Peetę w kierunku kuchni. Bierzemy czekoladę, wracamy do stołu i pijemy gorącą czekoladę, uśmiechając się do Effie, Alastora i Effie, którzy nadal się śmieją. Gdy kończymy idziemy spać, razem.
Effie się drze by wstawać, nie reagujemy, więc wchodzi do pokoju.
- Wstawać, gołąbeczki! - Ćwierka radośnie i klaszcze nam nad głowami. Patrzę na nią.
-Po co, do cholery? - Jestem wściekła, nienawidzę jak ktoś mnie budzi.
-Bo jesteśmy w Kapitolu!- Mówi i trzęsie mną by mnie rozbudzić. Peeta już się obudził i odciąga ode mnie płomiennowłosą.
- Katniss, obudź się... - Peeta do mnie szepcze i delikatnie głaszcze po poliku. Tylko dla niego otwieram oczy, uśmiecham się.
- Cześć. - Mówię jeszcze troszkę nierozbudzonym tonem.
- Hej. - On również się uśmiecha. Co, jak co, ale uśmiech to on ma piękny. Całuje mnie w czoło. Effie już chyba wyszła. Wstaję i ubieram się. Przytulam się do Peety.
Gdy jesteśmy już spakowani, i przeprowadzeni do Ośrodka Szkoleniowego, myślę że powinnam iść do apteki po test ciążowy.
Więc zakładam na twarz jakiś szal, znaleziony w szafie tak aby odkryte były tylko oczy. Potem na oczy zakładam ciemne okulary, mam dość swoich problemów, nie potrzeba mi paparazzich, plotek, domysłów "dziennikarzy". Ruszam, na szczęście apteka jest niedaleko.
- Poproszę test ciążowy. Muszę wykryć ciąże po około dziesięciu godzinach. - Mówię cienkim tonem, uważam że nikt mnie nie pozna, ale trzeba być ostrożnym. Kobieta podaje mi pudełko i cenę, ja płacę, dziękuje i wychodzę.
Wchodzę do łazienki w pokoju moim i Peety i wykonuje test. Pozytwny... Dopiero po paru sekundach dociera do mnie co to znaczy... Jestem w ciąży... Najpierw trzęsą mi się ręce, upuszczam test, upadam z stołka na włochaty dywanik na kafelkach. Już się szlocham na całego. Rozpacz. Tylko tyle czuje. Kulę się w kulkę która szlocha i trzęsie się. Ktoś otwiera drzwi. To Peeta.
-Co się dzieje? - Siada obok, podnosi mnie z ziemi i przytula, mimo to nadal się trzęsę i płaczę. - Ciiii, Katniss... - Ociera moje łzy. - Katniss, co się dzieje? - Chciałabym mu powiedzieć, ale nie mogę się zebrać, aby przestać łkać. Trzęsącymi się dłońmi podaje mu test. On patrzy, przełyka ślinę. - Poradzimy sobie, Katniss, spokojnie... Nie płacz. - Przytula mnie, a ja chowam moją głowę w jego koszuli, tak jak na Koronowaniu Na Zwycięzcę, teraz natomiast płaczę. - Katniss, posłuchaj, uspokój się, poradzimy sobie, nikogo nam nie zabiorą. - Patrzę na niego z nadzieją.- Gdy Snow dowie się że mamy dziecko, to uzna to za wystarczający dowód. Nie martw się. Ciiiii...- Kołysze mną jak małym dzieckiem. Powoli już brak mi siły na łzy i płakanie, Peeta mnie zanosi do łóżka i kładzie na nim, przytula mnie dopóki nie przestanę pociągać nosem, nadal wypuszczać po jedną łzę albo trochę szlochać...
Effie przychodzi poinformować nas o obiedzie, ale Peeta wypędza ją cichym szeptem "Nie teraz". Zasypiam przytulona do niego.
Budzę się. Zapewne spałam tylko jakieś dwie godziny, bo za oknem nadal jest jasno. Peety przy mnie nie ma. Nie wiem czemu, ale ogarnia mną panika, najpierw zaczynam się rozglądać, potem cicho go wołam, ale wystarczająco głośno, mimo iż na zewnątrz nie wyglądam jakbym wpadła w panikę, wyglądam na opanowaną, lecz ciekawą. Moja głowa krzyczy jednak co innego. Chcę do Peety, i to tak wyraźnie, że nigdy niczego tak nie chciałam. Otwierają się drzwi, wyłania się z poza nich Peeta.
- Co, Katniss? Kolejny koszmar? - Widać że bardzo martwi się moim stanem.
- Nie, jakoś nie. - Mówię, panika w mojej głowie powoli ustaje. Nagle patrzę na otwarte drzwi łazienki i widzę test ciążowy na podłodze łazienki. Wybucham płaczem. Peeta podbiega do mnie. Wie na co patrzyłam.
-Katniss, nie płacz, mówię ci, będzie dobrze... - Przytula mnie...
Ja wiem, ja jestem zła, ja jestem niedobra. Bo zrobiłam sobie przerwę.
Zaskoczyłaś mnie w tym rozdziale o.o
OdpowiedzUsuń~Kat